:: sabka90blog
Uploaded with ImageShack.us
ja się boję czytać 2011 wrzesień kwiecień marzec luty 2010 październik 2009 wrzesień maj kwiecień marzec luty 2008 styczeń 2007 grudzień październik wrzesień kwiecień luty styczeń 2006 grudzień listopad październik lipiec czerwiec maj marzec luty 2005 grudzień listopad październik wrzesień czerwiec maj kwiecień marzec styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec Tagi
* my ownlog - sztuka przez wielkie g |
00:47:11 2011-09-06 Definicja dorosłości.*z onegdaj
Kupiłam 60 dag czereśni. Musiałam zjeść wszystkie. Cudownie, uwielbiam czereśnie. Ale kiedyś mogłam wyjeść tylko te najciemniejsze i najsłodsze. Resztę zostawiałam tacie, on lubi wszystkie, nawet kwaśne. Musiałam zjeść wszystkie, jeśli nie chciałam, żeby się zmarnowały. Nie chcę kiedyś być pozostawioną tylko z tymi bladoczerwonymi. Są kwaśne.
skomentuj (0) 00:05:27 2011-04-21 Architekt to ma ciężkie życie.Architekt to ma ciężkie życie. I piszę to oczywiście nie z perspektywy architekta, a "prawie-może-kiedyś-w-każdym-razie-aspiranta-architektury" mając nadzieję, że racji absolutnie nie mam. Gardzą nim artyści, bo nie miał na tyle odwagi aby pójść na ASP i realizować tylko swoje nieokiełznane w normy i konteksty wizje. Gardzą nim jeszcze bardziej inżynierowie budownictwa i konstruktorzy, bo zawód ma niepotrzebny, a sam jest nieukiem i debilem, który nie podołałby studiom megainżynierskim. Opinię architekt zawdzięcza przypuszczalnie kilku takim, którzy taką alienację ze strony jednych i drugich obracają we własny poligon i pewnością siebie starali się pokazać kto tu rządzi. A tu nikt nie rządzi, sządzą papierki, takie z królami i numerkami na sobie. Architekt dostał łatkę niedouczonego zarozumialca, który nie rozumie co to jest grawitacja, rozpór, wiatr, deszcz, grawitacja, grawitacja? Ale ktoś ten zawód trzyma przy życiu, mimo że naokoło słyszę "ta pracy po tym nie dostanieeecie, na co wy liczyyycie?", lub co mnie urzekło "jeszcze nie jest za późno, możecie zrezygnować". Moim celem na przyszłe życie zawodowe jest udowodnienie, że architekt też zna prawa fizyki oraz przyrody, wie co nieco o materiałach budowlanych i rozumie, że grawitacja jest siłą bezlitosną. I nie mam zamiaru błyszczeć zarozumialstwem byle tylko nikt się nie czepiał. Dzień, pierwszy po dłuuugim niebyciu w domu minął bardzo aktywnie. Moje miejsce wybrane pod dom jednorodzinny zaczęło mnie coraz bardziej gryźć i jedyne co mi pozostało zrobić to znaleźć inne. Tak też zrobiłam i z aparatem, który mimo szpanerskiego wyglądu zdjęcia robi fu, gdy przybliżyć je do pięknego, czystego, zdrowego PK-owskiego wymiaru B2 - ziarno, siiito. Pragnę aparatu, pragnę! Ogólnie to peace&love, walczcie z kompleksami! Tagi: architekt
skomentuj (0) 18:33:51 2011-03-27 it's about to get worseZrobienie jednej dobrej rzeczy dla siebie pociąga za sobą kolejne a to sprawia, że jestem zadowolona. I pomaga mi to zapomnieć, że jestem wściekła, rozgoryczona, rozczarowana i czuję, że kompletnie nie mogę ubrać w słowa moich uczuć, nie uczuć-jeśli można to tak rozgraniczać to-raczej emocji. Nie mogę stawiać ultimatum, nie chcę. Nie mogę żądać, bo tak nie powinno być. Ale jakby tak to jakoś samo dotarło, uderzyło, zmiękczyło, otworzyło oczy. Nigdy nie może być idealnie? Nie może być jak do wszystkigo dopisuje się zbędną ideologię i dopowiada się rzeczy, które nie zostałyby dopowiedziane. Oni myślą prościej, inaczej, jeśli mówią, to tak myślą, a my? Chcemy uczynków, rycerstwa, wyrzeczeń, "wolę", "wybrałem", "myślałem", "chcę".
skomentuj (0) 00:12:33 2011-03-18 wiosenne porządkiJestem z tych, których do dalszej pracy zachęcają sukcesy. A sukces to dla mnie dość duże słowo, bo nie wystarczy mi aby ktoś powiedział: jest świetnie. Mam regularnie dużą dozę samokrytyki. Ale po co nie? dzięki temu mogę się rozwijać, dzięki temu wiem jakich błedów nie popełniać na raz następny, co dopracować, na czym się bardziej, najbardziej skupić. Co do błedów to też ciekawa kwestia, los przysparza mi wiele sytuacji w których jakiś mój mały błąd kosztuje mnie dużo, czasem tylko wstydu, czasem i cennych studenckich pieniędzy. Ale nie narzekam, do ostatniego projektu dopłaciłam nadprogramową stówę, gdyby zdarzyło się to na dyplomie, mogłoby się nie zamknąć w pięciu. Takaż to jestem optymistyczna niesamowicie i we wszystkim szukam plusów :-) Nowe postanowienia, muszę się w końcu do czegoś dostosować, nie jest dobrze, może być gorzej. ZROBI SIĘ CIEPŁO-ZACZYNAM SZYBKIE CHODZIARSTWO (z biegania i tak byłyby nici gdy pierwszy raz skończyłby się pieczeniem w klatce piersiowej po 15 minutach) PRZESTAJĘ OPIERDZIELAĆ SIĘ PRZEGLĄDAJĄĆ BZDURY W NECIE, ŻEBY NIE NARZEKAĆ ŻE NIE MAM CZASU NA NIC KONKRETNEGO. NIE MYŚLĘ ZA DUŻO, BO MYŚLENIE WPĘDZA MNIE W NIEODZWONE POCZUCIE BEZSENSU. GOŁ ON. nie wiem, nie mam pojęcia co da mi to, że to opublikowałam, ale niech będzie, że im więcej osób będzie wiedziało o moim planie, tym trudniej będzie się wymigać. A jak na razie pilates ball!
skomentuj (0) 21:50:55 2011-02-28 artretyzmPrzyzywam CIĘ. O przyjdź i zawładnij mą duszą, przyjdź z głębi mnie i opętaj mnie całą, mój mózg, me ręce, me czyny, chcę CIEBIE, pragnę. O! Artyźmie artretyźmie codzienności niewolniku zaklęty w mym środku, wiem że jesteś tam, o! Ty ch*** gdzie się chowasz przez te dni gdy Cię trzeba, wiem że tam jesteś! Chcę wziąć rozpęd i rozbryznąć się na moim projekcie! Sęk w tym, że nie to, że nie próbuję aż tak bardzo. Tagi: artyzm artretyzm zaklęcie wena
skomentuj (0) 00:49:59 2011-02-28 co jest?Stawiam kroki na ścianach... Chodzę po ścianach oto fikcyjne umiejętności Wtem l.u.c lekki jak pół kilo nicości Po dachach pędzę, przeskakuję ulice Posiadam jeden cel Frazą namalować miasto z hektowysokości Stąd ścigam siły boskości Ścigam minuty grawitacyjnej wolności Pędzę po dachach jak fale radia Neurofotomagia mnie napadła Wtem znam prędkości większe od światła I mam hipermorficzne wiązadła Sam układam wirtualną planetę plam... Pędze po dachach łączę je jednym skokiem Biegam po ścianach odbijam sięod okien... Tagi: kanał audytywny
skomentuj (0) 23:33:58 2010-10-03 Życie mija, a ja zamiast żyć - myślę jak to zrobić najlepiej.Jak dobrze zmyć z głowy, duszy, nosa, z siebie cały ciężar dnia, roku, miesięcy. Jak dobrze, że czasem w mózgu sama wytwarza się ta dopamina, czy tam guz jej wie co, jakiś taki chemiczny, naturalny narkotyk, który sprawia, że przez chwilę nie myślę. Choć mam obawy, że od myślenia mogłoby mnie oderwać zgłupienie, tudzież ostra pouderzeniowa kontuzja mózgu, tuuudzież odpowiednie środki farmakologiczne. Takich substytuty, jak np. alkohol działają wybornie. Kwestią problematyczną, możliwą tu do pokonania jest napięcie uczuciowo-emocjonalne. Ono z kolei wywołane jest przez myślenie. Bezustanne, nieprzerwane, od zawsze i na zawsze towarzyszące mi myślenie. Nie oddałabym go za nic, ale czasem mnie męczy. Wrzód na dupie. Pieprzony. Nie bałabym się stwierdzenia, że należę do grupy wielce szczęśliwych mieszkańców naszej pięknej planety ( fragment do ominięcia dla kogoś, kto ma pomyśleć „Jeeezu, kolejne niezadowolone z życia Emo dziecko buszu” or samfin … ) . Mam dużo, choć nie w takim dosłownym sensie „posiadania”, nie lubię takiego stwierdzenia. Jest cudowna rodzina, są świetni przyjaciele, najwspanialszy chłopak, jakiego mogłabym sobie wymarzyć, studia, które wielu podziwia i nieskromnie nienajgorsza średnia, wyrabianie się ze wszystkim i sympatyczne twarze. Są pieniądze od rodziców na wszystko czego mi potrzeba i jeszcze trochę (brakuje swoich własnych na to wszystko czego chcę), ale raczej powodem do radości jest tu brak konieczności zarabiania, żeby w ogóle żyć. Jest – skromniej już tego nie nazwę- potencjał twórczy i nieco pomysłów, co rodzi możliwości do nienudzenia się. Nie mam – kurde – na co narzekać. Tylko to myślenie, które zawsze kiedyś się pojawia „po co?”. (… chyba już) Po gówno! Nie jesteś sama na tym marnym łez padole i nawet jeśli po nic, po robale siks fit ander, to po co nie? W związku z nieubłaganym końcem wakacji, który uniemożliwia bezkarne spanie tu i tam, leżenie do góry bzdem, oddawanie się jedynie czynnościom pt. „Bo teraz sobie wymyśliłam że ma być tak.”, oraz tym pt. „Sabcia kce!” na rzecz „Trzeba się wysilić, ale jakoś pójdzie.” i „Trzeba i już!”. Przynajmniej od powodów do narzekań będę mogła odjąć kiśnięcie. No zaczęłam coś… w związku z nieubłaganym końcem wakacji… bla bla bla … postanowiłam sobie cos postanowić. To i owo. Raz. Nie usprawiedliwiać nieróbstwa, partactwa tym, że mi się nie chce. Dwa. Zwolnić by było lepiej. Trzy. Nie stresować się, że nie zdążę, bo zawsze jestem przed czasem, okazjonalnie mogę być przecież na czas. Cztery. Cholera, tyle wymyśliłam, a zapomniałam. Cztery i pół. Inwestować w siebie czas, czasem pieniądze, na rzecz nietracenia czasu i pieniędzy na bzdury – to w pewnym sensie podchodzi pod partactwo. Pięć. Mniej myśleć i w stresujących sytuacjach przypomnieć sobie jak to jest po dwóch piwkach, ale bez przesady, żeby nie skończyło się to alkoholizmem. Sześć. Nie beczeć bez powodu, szczególnie jemu w rękaw, bo mu się w końcu znudzi pocieszać, gdy nie ma kontrargumentów na brak argumentów … Siedem. Żyć i korzystać z okazji, bo okazje mają to do siebie, że mijają. Życie mija, a ja zamiast żyć – myślę jak to robić najlepiej.
skomentuj (0) 23:26:02 2009-09-14 Przytłacza mnie poczucie odpowiedzialności za wasPrzytłacza mnie poczucie odpowiedzialności za przyszłość tego świata. Jeszcze bardziej przytłacza mnie zagubienie w mojej głowie. Jestem superszczęśliwym człowiekiem, zdecydowanie, jeśli mówić o tym co dane jest mi posiadać. Przytłacza mnie strach. Boję się was, ludzie. Łapię się na tym, że umiejscawiam siebie gdzieś nizutko. Ale uśwaidomienie sobie problemu jest połową sukcesu, czyż nie? Dziękuję. ~Be-vahret-ein-ander-vor-herze-leid~ Ogarnia mnie lenistwo, patrzeniowścianęzagłada. Zostały mi 3 tygodnie i moje życie się zmieni. Ode mnie zależy jak to wykorzystam. Koniec bacia się! Czemu piszę? A czemu nie? Miałam pisać w wordzie, ale co to za różnica. Zobaczymy. God bless ya
skomentuj (0) 09:23:35 2009-05-14 Czarne kowboje.Mam na prerii dom, mam dom, mam dom, tam przycupnę u drzwi i postaram się nie zmrużyć oka gdy przyjadą do mnie moje myśli. Rozkulbaczę konie, zaproszę je za próg, zapytam: Jak droga? Zapytam: Należycie do mnie, czy do mojego we mnie wroga? I będę pytał spokojny, i zły nie będę w ogóle jeśli będą wśród was także te ochrypło-czarno-ponure. Byle by gaz uiścić, będziemy sobie pichcić, będziemy sobie mieszkać. Was braciszkowie czarni czule przytule, przeganiać was chcę przestać. Przemówicie do mnie, ja wysłucham co macie do powiedzenia, bo żeby się obudzić muszę poznać datę i miejsce waszego urodzenia. Jadą braciszkowie moje, jadą, czarne kowboje! Jadą braciszkowie moje, jadą, gnoje! Jadą braciszkowie moje, jadą, czarne kowboje! Jadą braciszkowie moje, jadą, trochę się ich boję... Jadą braciszkowie moje, jadą, czarne kowboje! Jadą, w pistoletach mają ołowiano-chujowe nastroje. Dziś jakoś bardziej rozumnie. Tak.. przed maturą z historii sztuki (?!) Lao Che.
skomentuj (0) |